Czy nauczyciel to bezpieczny zawód ?

Jak wszyscy wiemy demografia ma znaczący, jak nie krytyczny wpływ na losy świata, szczególnie w wymiarze ekonomicznym. Ostatnio przyglądam się różnym grupom zawodowym w kwadrancie „P” Roberta Kiyosaki. Weźmy pod lupę zawód nauczyciela, przeanalizujmy świetlaną przyszłość tej profesji.

Kiedy w latach 70 – tych w Polsce narodziło się bardzo dużo ludzi i stan ten trwał przez następnych około 20 lat, ludzie Ci zaczęli swoje kształcenie mniej więcej około lat 90 – tych. Wtedy to zawód nauczyciela zaczął być profesją gwarantującą stabilność zatrudnienia. Trend wzrostu demoraficzego, jak wspomniałem, utrzymywał się przez około 20 lat, więc jedno pokolenie po prostu do tego stanu rzeczy się przyzwyczaiło. Tak ważna i potrzebna grupa zawodowa jak nauczyciele zyskała na liczebności. Również żłobków, przedszkoli, szkół i uczelni wyższych powstało bardzo dużo. Co się dzieje obecnie ? Niestety – nauczyciele i wszystko co z edukacją związane zaczyna odczuwać niż demograficzny. Likwidowane są szkoły, a nauczyciele tam zatrudnieni tracą pracę. Krew jasna mnie zalewa jak słyszę o posyłaniu 6-latków do szkoły pod przykrywką „wczesna edukacja jest wskazana” Co za debilizm !? Powiedzcie wprost „chcemy dzieciom zabrać dzieciństwo bo nie ma roboty dla belfrów” – a nie pieprzenie farmazonów ! Prysła bańka mydlana stabilności tego zawodu i tyle ! Specjaliści prognozują, że taki, pogłębiający się stan rzeczy potrwa jeszcze mniej więcej do roku 2016. Czyli, z przykrością stwierdzam – marne są szanse dla młodych nauczycieli. Ten zawód jest niestety bez szans przez następnych kilka lat.

Ciekawym zjawiskiem, zostawiającym negatywne piętno na systemie edukacji, jest zniesienie zasadniczej służby wojskowej w naszym kraju. Otóż, tak jeszcze kilka lat temu popularne uczelnie prywatne, przestają istnieć. Po prostu – jeszcze 3 lata temu masa młodych mężczyzn była gotowa zapłacić słono za „miejsce” na prywatnej uczelni, by tylko uniknąć pójścia w kamasze. Dzisiaj ci faceci mają w nosie armię i po prostu przestają się na uczelnie prywatne zapisywać, a te bankrutują. Środowiska naukowe podnoszą larum, bo ni ma roboty, naród ciemnieje bo nie chce się kształcić.

Czuję się dogłębnie uszczęśliwiony natomiast, ze są jeszcze wśród nas mądrzy ludzie. Mam przyjaciela Piotra, który niedawno stał się nauczycielem kończąc pedagogikę wczesnoszkolną. Jak sam Piotr o sobie mówi, jest wdzięczny losowi, że w odpowiednim czasie zdał sobie sprawę z pewnego faktu. Ów fakt to mój wcześniejszy wywód.

Wiele się od Piotra uczę z dziedziny wychowywania córki. Wspólnie pobieramy lekcje przedsiębiorczości od ludzi których aktywność, na całym świecie, spowodowała modę na prowadzenie własnej firmy, mode na bycie aktywnym nie biernym, modę na sposób myślenia, gdzie nie liczysz na instytucje ani zrządzenie losu, a wyłącznie liczysz na siebie.

Pogadajmy o tym na Facebooku! (zaznacz publikację)

Otagowany , .Dodaj do zakładek permalink.
  • Pingback: Czy nauczyciel to bezpieczny zawód ? | Blog MLM()

  • Stroop

    Z tym niżem w szkołach to chyba nie do końca jest prawda. Obecnie do przedskola chodzą dzieci rodzców z wyżu demograficznego przełomu lat 70 i 80 i niż nie jest jeszcze odczuwalny. Przedszkola są zapchane i czasem cieżko jest zapisać dziecko do tejże placówki.
    Jeśli chodzi o szkoły, to zamykanie ich zakończyło się kilka lat temu i dotyczyło głównie szkół z terenów wiejskich, gdzie młodzież w wieku produkcyjnym masowo wynosła się do miast (także dzieki uczelniom prywatnym, ale o tym później). W tej chwili obserwujemy raczej przemieszczanie się młodzieży szkolnej razem z „wędrówkami” rodziców. Do tej pory był to kierunek wieś -> miasto, w tej chili obserwujemy tendencję miasto -> tereny podmiejskie. Wystarczy zawitać do szkół w popularnych miejscowościach (w naszym przypadku pod Lublinem), w których jak grzyby po deszczu wyrastają domki jednorodzinne. W większości tych placówek brakuje miejsca dla dzieci, gminy planują rozbudowę aby zwiększyć limit dzieci w szkołach.
    Wydaje mi się (jest to tylko moje skromne zdanie), że będziemy obserwowali raczej przymusową migrację nauczycieli razem z dziećmi (z miast do miejścowości obok większych aglomeracji). Można przypuszczać, że za kilka lat dzieci będize mniej (bo do szkoły pójdą dzieci rodziców z niżu demogarficznego), ale po kilkunastu latach w szkołach zawitają dzieci z obecnego wyżu. I tak dalej, i tak dalej… Co do stabilności zawodu (jakiegokolwiek), to o takim komforcie mozna było myśleć za komuny. Ewentualnie, w obecnych czasach, to o stabilności zawodu mogą mówić jedynie księża.
    Druga sprawa, to uczelnie wyższe. Dla mnie to super sprawa, że prywatne wyzsze uczelnie będą upadać. Wiadomo, ludzie będą tracić pracę, ale w prywatnych uczeniach uczą ludzie którzy najczęściej są zatrudnieni na uczelniach państwowych. I pracy nie stracą, zmniejszą im się tylko dochody i może (mam nadzieję) poprawi to jakość nauczania na uczelniach macierzystych, bo więcej czasu będą mogli poświęcić mniejszej liczbie studentów.
    Likwidacja uczelni prywatnych zakończy też produkcję licencjatów i magistrów (takze wyzej wspomnianych nauczycieli). Bo kto powiedział, że każdy musi mieć maturę i mgr przed nazwiskiem. Tym bardziej, że w prywatnych instytucjach panuje zasada „klient płaci, klient wymaga”. Nie twierdzę, że niski poziom poziom nauczania (a w niektórych przypadkach wręcz zerowy) panuje na wszystkich prywatnych uczelniach, ale to raczej wyjątki (i te renomowane uczelnie z pewnościa sobie poradzą).
    Mniejsza liczba magistrów to takze większa elastyczność rynku pracy. Obecnie (co moze potwierdzić każdy pracodawca) jesli zgłasza się na rozmowę kwalifikacyjną pracownik, często po wymęczonych studiach na prywatnej uczelni, to jego wymagania są większe niż pracowników po dwudzietu latach pracy. A dlaczego? „Panie, przecie ja żem studia skończył i mam mgr przed nazwiskiem”. A dołków nie ma komu kopać (często praca lepiej opłacana niż renomowane zawody po studiach).
    Wiem, ze sporo osób sięze mną nie zgodzi, ale co tam. Internet i fora są od tego, aby każdy mógł się wypowiedzieć 🙂
    Pozdrawiam

  • http://www.mitura.net Piotr Mitura

    Bardzo ciekawy temat. Odnośnie przedszkoli, czytałem ostatnio artykuł o młodych przedsiębiorcach. Jedne z nich założył prywatne przedszkole i trochę na temat branży opowiadał. Okazuje się że mniej więcej w podobnym tempie rośnie liczba placówek prywatnych co maleje liczba państwowych. Przewrotnie. Ale liczby nie kłamią.
    Co do kierunku studiów pedagogicznych to jest właśnie tak jak Wojtek pisał. Ukończyłem licencjackie studia pedagogiczne (na państwowej uczelni 🙂 ale nie wiązałem ani chwili swojej przyszłości z zawodem nauczyciela. Powiedziałem sobie: będę studiował to co lubię, co sprawia mi przyjemność i co wiem że przyda mi się w życiu codziennym. Od 3 miesięcy jestem ojcem i właśnie po to potrzebowałem wiedzy akademickiej aby lepiej sprostać zadaniom świadomego ojca 🙂 Drugim istotnym powodem dla którego zawód nauczyciela absolutnie mnie nie podniecał jest kwestia finansowa. Nauczyciel zarabia bardzo mało. Wiem wiem, pewnie powiesz, zależy do kogo porównać. No cóż, w mojej opinii jest to mało, w porównaniu nie do zarobków przedstawicieli innych zawodów, ale w odniesieniu do ogromnej odpowiedzialności jaką cechuje się zawód nauczyciela – szczególnie nauczyciela w przedszkolu. Powszechnie panujący pogląd, iż nauczyciel w przedszkolu to tylko siedzi i bawi się z dziećmi jest z palca wyssany. Kto otwarcie takie poglądy głosi naraża się na śmieszność przeogromną 🙂