Wilanowskie Pokoje Gościnne na Rumianej. Traumę przeżyłem i bałem się otrucia mej osoby. Serio. Nie polecam tam nocować!

wilanowskie_pokoje_goscinne_rumiana_budynek_nie_polecam



Jak to w życiu bywa – #takasytuacja. Konferencja biznesowa Yager Group w czerwcu 2015. Równocześnie mecz reprezentacji Polski. Polska – Gruzja. Wygraliśmy. Ten mecz jednak spowodował nienaturalne oblężenie hoteli w Stolicy. Zawsze gdy zbliża się konferencja w Warszawie wystarczy zadzwonić tydzień wcześniej do Hotelu Atos i miejsce jest. Pokój znaczy ze śniadaniem włącznie. Nie tym razem. Tym razem wszystkie pokoje zajęte dlatego gugluję: noclegi Warszawa. Jest, wyskoczyło!: Pokoje Gościnne Wilanów, ulica Rumiana. Brzmi zachęcająco, bierzemy. Ze śniadaniem 3 łóżka. Telefoniczna rezerwacja. Pani z recepcji prosi o telefon w piątek by potwierdzić nasz przyjazd w sobotę późnym wieczorem. Wszystko załatwione.

Wszędzie piach – Wilanowskie Pokoje Gościnne na Rumianej odsłona pierwsza

Po konferencji przyjeżdżamy. Piotr na swoim blogu napisał. Opiszę i ja #takasytuacja, bo może to kogoś uratuje przed noclegiem w tym miejscu. W Wilanowskich Pokojach Gościnnych, które już od bramy z gościnnością nie mają nic wspólnego. Podjeżdżamy pod dom i parkujemy przy ogrodzeniu. Jest około 23:00. Ciemno. Dlaczego tutaj tak ciemno?! Ulica oświetlona, a na terenie posesji ciemnica, latających nietoperzy tylko brakuje. W garniturach jesteśmy i niespodzianka. Piach. Przeszedłszy przez furtkę zapadam się w piach! Kostki brukowej nie ma, asfaltu nie ma, płytek chodnikowych tyż nie. Piach. Słabo w garniturze i butach wyjściowych po piachu brodzić.

Recepcja przez szparę z uchylonych drzwi – Wilanowskie Pokoje Gościnne na Rumianej odsłona druga

Piach pokonany. Kurwa! Gdzie tu wejście jest?! Darek przerywa milczenie. Tutaj! Chodźcie. Jesteśmy na klatce schodowej. Idziemy. Jedno piętro. Drugie. Gdzie się zameldować i wziąć klucz do pokoju? Hmm. Schodzimy piętro niżej. Aaaa to tutaj. Jest dzwonek. Dzwonimy. Otwiera pani w wieku średnim. Mówimy co my za jedni są. Dostaliśmy klucz do lokum. Przez szparę uchylonych drzwi pani podała. Czy tożsamość gości sprawdzała, o dowód osobisty pytała? Skąd! A co ją obchodzi kto u niej nocuje. Komunikat w naszą stronę jeden skierowany: „uregulować płatność teraz”. Paragon fiskalny? Faktura? Zapomnij!

Coś było wyjaśniane, że dostaniemy „ósemkę” bo mieliśmy mieć „dwójkę” ale w „ósemce” będzie łazienka w pokoju. W „dwójce” nie ma. Jest na korytarzu. Ooops! [numery mogą być pomylone. Zrozum. Stres. Nie pamiętam dokładnie.]

Nikotyna ocieka ze ścian – Wilanowskie Pokoje Gościnne na Rumianej odsłona trzecia

Idziemy do ósemki. Ja, Piotr i Darek znaczy. Konferencyjna wyprawa chce położyć się spać bo zmęczeni jesteśmy. Wchodzimy do ósemki. Fuckin Shit! Ale fajami wali! Czy ktoś tu wietrzył przez ostatnie 5 lat? Faak! Przyznam szczerze, że paliłem dużo kiedyś. Darek i Piotr też. Ale tak przesiąkniętego nikotyną pomieszczenia to w życiu moim 40-letnim nie widziałem. Dosłownie i w przenośni nikotyna ociekała ze ścian niczym rozgrzany lepik na dachu. Można by było ten alkaloid wyżymać z firanek i ładować prosto do elektronicznego papierosa.

Hotelowe śniadanie na półpiętrze – Wilanowskie Pokoje Gościnne na Rumianej odsłona czwarta

Podczas „meldunku hotelowego”, przez szparę od drzwi oczywiście nieśmiało zapytałem o której możemy zjeść zamówione śniadanie. Pani oznajmiła, że od 7.00. Godzinę podać dokładną trzeba i pani zrobi: kiełbaski na gorąco albo jajecznicę. Zostawi na półpiętrze. Na! Niech żre. „Co tak kręci tym talerzem?! Odkręci zara.” – cytat z „Misia” sam się nasuwa. Aha – śniadanie = dyszka do rachunku. A jak. Luksus kosztuje. Jajecznica albo kiełbaski na gorąco.

Alkohol w krwiobieg celem zaśnięcia. A jak nas tym śniadaniem otrują?! – Wilanowskie Pokoje Gościnne na Rumianej odsłona piąta

Po wejściu do pokoju. Ja do Piotra, Piotr do mnie: idziemy po piwo, bo inaczej tutaj się nie da. Powietrza chcemy świeżego. Jak spać w tej nikotynowej pułapce? Darek został, piwa pić nie chce. Idziemy do sklepu we dwóch i nagle po drodze myśl. Czarny humor znaczy: Darek został. A jak przyjdziemy i on będzie w szafie zamordowany?! Typy jakieś lumpowate się kręciły jak wychodziliśmy. Ty, Piotr mówię: może tego śniadania to nie będziemy jeść bo nam dwutygodniowe kiełbaski dadzą, albo jaja śmierdzące! Ok. Zapadła decyzja. rezygnujemy ze śniadania, a jak po dyszce nie będą chcieli zwrócić to już odpowiednie organa poinformujemy. Całe szczęście rano bez problemu zwrócili. Uff. Nie trzeba było jeść na półpiętrze i Darek żyw był jakeśmy z browarami wrócili.

Jaja zgniłe w rurach były. Smród jaj znaczy – Wilanowskie Pokoje Gościnne na Rumianej odsłona szósta

Nikotyna ze ścian. Piwo się pije to sikać się chce. Idę do toalety. O cholera! Ale tu z rur jajami zgniłymi jedzie! Smród taki, że jakby to powiedzieć: puścisz bąka to gazy twoje za odświeżacz powietrza mogą robić. Znaczy pachną przyjemniej niż z rur wyziew. Powiesz – ok, smród własny pachnie jego właścicielowi. Nie w tym przypadku. Tutaj gazy kolegi też przyjemność sprawiają na nozdżach. Bo smród z tych rur to okropieństwo straszliwe. #takasytuacja.

Społecznościowy komentarz rozjaśnia wszystko – Wilanowskie Pokoje Gościnne na Rumianej odsłona siódma

Piwo wypiliśmy. Ja dwie sztuki. Piotr cztery bo nozdża ma czułe bardziej. Trzeba resztkami sił sprawdzić co na fejsbuku słychać. Piotr publikuje, że nie poleca Wilanowskich Pokojów Gościnnych na Rumianej. Kilka minut później odpowiedź jednego z jego znajomych na jego post. Nie trzeba komentarza.

wilanowskie_pokoje_goscinne_rumiana_komentarz

Nie polecam tego miejsca. Nie wiem – wróć do domu na noc. Śpij w samochodzie. Na dworcu. W hotelu za 600zł. Byle nie na Rumianej w Wilanowskich Pokojach Gościnnych. Unikaj jak ognia tej speluny!

Pogadajmy o tym na Facebooku! (zaznacz publikację)