Najlepszy hipotoniczny lub izotoniczny napój w trakcie treningu. XS Sports Nutrition – refresh

Najpierw to co podaje producent.

„XS™ Napój uzupełniający poziom elektrolitów o smaku pomarańczowym daje orzeźwienie podczas aktywności fizycznej. Nawadnia i pomaga zwalczyć zmęczenie uzupełniając poziom utraconych elektrolitów. Uwalnia węglowodany w różnym tempie dzięki czemu organizm utrzymuje się w szczytowej formie. Zawiera guaranę, wyciąg z korzenia maca oraz kwercetynę.”

Teraz moje doświadczenia.
Jakże się ucieszyłem, gdy po pierwszym produkcie XS dedykowanym dla sportowców – XS Magnesium Sticks, pojawiła się cała seria – XS Sports Nutrition.

Regularnie trenuję kolarstwo i siłą rzeczy gros moich jednostek treningowych w obecnej porze roku (grudzień 2017) odbywa się w pomieszczeniu na trenażerze z użyciem aplikacji Zwift. Dla niewtajemniczonych w tej materii – rower szosowy wpinam w specjalne urządzenie zwane trenażerem (model Tacx Vortex w moim przypadku), które będąc połączone z komputerem bezprzewodowo potrafi w prawie idealny sposób odwzorować warunki panujące na dworze.

Do tego gdy dołączymy dedykowaną kolarzom i biegaczom platformę treningową Zwift, otrzymujemy możliwość trenowania połączonego z grą i prawdziwą rywalizacją z takimi samymi wariatami jak ja. Jest to swoista gra online, w której jednak nie liczy się szybkość machania joystickiem i strzelania do zombie, a raczej moc w nogach. Po prostu im większą moc generujesz z nóg tym więcej wirtualnych wyścigów wygrywasz. Jak w realnym świecie kolarskim.

Trening w domu posiada jednak jedną odmienną cechę gdy porównamy go do treningu na dworze. Kiedy jedziesz rowerem na zewnątrz, to nawet przy dość ciepłej pogodzie owiewa cię wiatr, czyli masz dobre chłodzenie. W pomieszczeniu trenujący kolarz gotuje się zdecydowanie szybciej i to pomimo postawienia wiatraka, czy otwarcia okna przy -10 stopniach na dworze (co „uwielbia” moja żona, hehe).

Pot leje się ciurkiem (dosłownie!) zatem nawodnienie organizmu musi być o wiele lepsze podczas treningu w pomieszczeniu. Tutaj sama woda może być niewystarczająca. Dlatego doskonałym rozwiązaniem jest XS Refresh – napój orzeźwiający z kwercytyną i guaraną oraz elektrolitami.

Kwercytyna – ma zadanie przeciwutleniające. Paraliżuje działanie wolnych rodników, których podczas intensywnego treningu powstaje znacznie więcej niż podczas nieaktywności. Znacznie więcej?! Źle powiedziane. Bomba wolnorodnikowa!

Guarana – naturalne źródło kofeiny (guaraniny). Zadanie dla tego związku jest bardzo proste – pomóc zawodnikowi doprowadzić trening do końca z zadaną intensywnością. Jako, że moje treningi w dużej mierze składają się z jednostek o bardzo dużej intensywności – często 100% moich fizycznych możliwości (tzw wysiłek na progu) albo nawet ten próg przekraczające (tzw wysiłek ponad progiem) potrzebuję mieć pomocnika by doprowadzić taki trening do końca. Niejednokrotnie po 70-80% czasu takiego treningu mam dość, mój organizm mówi mi „przestań się katować, zastopuj!” i tutaj z pomocą przychodzi guaranina. W sobie tylko znany sposób wyzwala dodatkowe pokłady energii i dzięki niej mogę z satysfakcją zejść z roweru po zrealizowaniu całego czasu treningu.

Elektrolity – sód i potas. Podczas wysiłku fizycznego bardzo szybko są tracone wraz z oddechem i potem. Czy wiesz, że nieuzupełnienie elektrolitów na czas (odwodnienie) skutkuje natychmiastową utratą 30% możliwości generowanej mocy?! Dużo? Owszem, krytycznie dużo! To jest nieukończenie treningu po 70% czasu, tak luźno szacując.

Przed XS Refresh spożywałem wiele napojów o podobnym działaniu. I wiesz co? Były niezłe. W przeważającej mierze spełniały swoje zadanie. Ale… było zawsze jedno ale: były obrzydliwie słodkie! Wręcz zaklejające. Tego nie lubiłem, dlatego w sezonie 2017 przestałem po nie sięgać zamieniając treść w bidonie na wodę z miodem. Miód jest słodki – zgadza się, ale nie aż tak jak wcześniejsze napoje. Inaczej jest z XS Refresh, on jest słodki. Słodki w taki sposób, że można go pić i pić. Nie w taki, że po wypiciu pół bidonu już więcej się nie chce. Ot różnica – krytycznie ważna.

Polecam bardzo spróbować. Możesz to zrobić kompletnie bez ryzyka. Producent, tak jak na każdy swój inny produkt, tak na XS Refresh daje 100% Gwarancję Satysfakcji Klienta. Kupujesz, pijesz. Odpowiada? Pijesz dalej. Nie smakuje – oddajesz mi tyle saszetek ile zostało i otrzymujesz zwrot pełnej zapłaconej kwoty. Prosto, uczciwie i z sensem.

Produkt możesz kupić przez mój sklep: www.amway.stepkowski.net

Odc. #172: Docenić trud. [15 minut podcast]

W biznesie, w sporcie, w życiu rodzinnym. Często jest tak, że widzimy czyjeś dokonania, a nie widzimy (czy może nie potrafimy dostrzec nieświadomie) pracy jaką ktoś włożył by robić to co robi.

Moje kibicowanie na jednej z edycji wyścigu przełajowego „Godzina w Piekle” – w ramach Pucharu Polski w Kolarstwie Przełajowym, który niedawno odbył się w Lublinie zaowocowało pewnymi przemyśleniami. Poruszamy je w tej audycji.

W odcinku udział wzięli:
– Wojciech Stępkowski – twitter: @stepkowski
– Piotr Mitura – twitter: @piotrekmitura

Zapraszamy do posłuchania (czas: 00:17:00) Komentarze mile widziane, wręcz pożądane.
Stay tuned !

Subskrybuj w iTunes |  Subskrybuj 15 min. w RSS | Download

(Gdyby nie uruchomił się player poniżej odśwież stronę, albo zrestartuj przeglądarkę. Gdyby to nie pomogło – ściągnij podcast na dysk i słuchaj w jakości Hi – Fi)

Jak przejechać rowerem szosowym jednorazowo dystans 200-300 km? Jak przygotować się do jazdy w ultramaratonie rowerowym?

PW_01
„Kiedy marzenie jest wystarczająco silne, fakty nie mają znaczenia” – Dexter Yager

30 kwietnia 2016 roku, ultramaraton „Piękny Wschód”. Do przejechania rowerem do wyboru dwa dystanse: 285 km i 512 km. Wyzwanie, któremu sprostałem i które okazało się niezłą lekcją życia. Pokonane 285 km i około 1100 m sumy przewyższeń (suma jazdy pionowo w górę), dzięki którym potwierdziła się w praktyce zasada z motta powyżej – okoliczności nie mają znaczenia!

Pomysł wzięcia udziału w ultramaratonie zrodził się około października 2015 roku, kiedy dowiedziałem się, że taka impreza będzie miała miejsce. Pierwsza myśl – to jest szalone, druga myśl – dlaczego by nie spróbować?! Nie miałem do tej pory problemu z przejechaniem 135 km rowerem górskim (13,5 kg wagi) to nie powinienem mieć problemu z pokonaniem większej ilości kilometrów jadąc na lekkim rowerze szosowym o wadze 9,2 kg. Takie myśli kołatały się w mojej głowie zaraz po podjęciu decyzji o starcie.

PW_04

Chwilę później rejestracja, opłata startowa i jestem na liście uczestników. Na wiosnę 2016 roku zacząłem przygotowania. Trenując, na 2 tygodnie przed startem, pokonałem trasę 175 km, z około 900 metrów sumy przewyższeń ze średnią prędkością 28,8 km/h. Wynik zadowalający i dający nadzieję na bezproblemowe pokonanie trasy o około 100 km dłuższej z podobnym ukształtowaniem terenu. Cały czas jednak gdzieś kołatała się myśl – co się będzie działo z moim organizmem, jak on zareaguje po przekroczeniu 200 km? Nie wiem do tej pory dlaczego 200 km było dla mnie taką magiczną liczbą, ale było. Nie mogłem się tej obsesji pozbyć. Okazało się, że nic się specjalnego nie działo, nie było niespodzianek.

Totalna obsesja zaczęła się na 3 dni przed startem gdy zacząłem śledzić prognozy pogody. Mając świadomość, że na 3 doby wprzód trafność pogodynki jest raczej zbliżona do wróżenia z fusów, przeglądałem jednak gorączkowo naraz trzy różne portale pogodowe, kilka razy dziennie. Im bliżej daty startu tym bardziej okazywał się prawdziwy wariant najgorszy! Dzień przed startem, w piątek pogoda idealna: przejściowe zachmurzenie, temperatura w okolicach +13 stopni, bez opadów i z umiarkowanym wiatrem. Dzień po starcie, w niedzielę – podobnie. Klątwa faraona wisiała nad dniem startu: załamanie pogody, deszcz, temperatura około +5 stopni i zimny, czasem silny wiatr.

PW_03

Jakież ja katusze mentalne przeżywałem! Jak się ubrać?!
– Czy założyć do jazdy ubrania nieprzemakalne czy zwykłe?
– Czy decydować się na jazdę w butach SPD-SL, szosowych, bardziej dostosowanych do długotrwałej jazdy rowerem szosowym ale chłodniejszych?
– Czy może jechać w butach SPD, do jazdy górskiej, bardziej dostosowanych do jazdy terenowej MTB ale cieplejszych?
– Czy założyć kurtkę typu wiatrówka z rękawami?
– Czy darować sobie wiatrówkę i założyć koszulkę sportową z dokładanymi rękawkami, bluzę rowerową i na to kamizelkę techniczną ze strefami oddychania?

CZY PO MARATONIE NIE UDAĆ SIĘ DO PSYCHIATRY NA DOKŁADNE PRZEBADANIE?!

Okazuje się, że te rozterki były kompletnie zbędne. Ultramaraton przejechany, miejsce 14 na 35 uczestników, czyli w pierwszej połowie. Jak dla mnie całkiem nieźle jak na pierwszy raz. Na pewno chcę więcej! Dlatego zamierzam się na ultramaraton „Kościuszko” we wrześniu 2016. Dystans około 350 km.

Poniżej moje sugestie odnośnie przygotowania do takiego startu. Oczywiście, są to sugestie. Należy bezwzględnie mieć na uwadze swoje indywidualne uwarunkowania jak też poznać swój organizm na tyle by na trasie nie zaskoczył nie przewidzianą reakcją.

Przygotowanie kondycyjne:
– Być zdolnym w każdej chwili przejechać dystans 100 km bez żadnego przygotowania z prędkością średnią minimum 25 km/h i średnią kadencją 85-95 rpm. Po prostu wstajesz rano, jesz śniadanie i jedziesz 100 km. Wracasz do domu i jesz obiad. Jesteś zdolny po krótkim wypoczynku zrobić (załatwić) jeszcze coś do końca dnia.
– Być zdolnym w każdej chwili przejechać dystans 30-40 km, solidnym tempem, z prędkością średnią 28-31 km/h. Trasa ultramaratonu jest zazwyczaj ułożona w ten sposób, że zaliczysz około (jak nie grubo ponad) 1.000 m przewyższeń. To są solidne interwały i twój układ krążenia musi być przyzwyczajony i nauczony znosić przez dłuższy czas wysokie tętno oraz, po ustąpieniu dużego obciążenia, to tętno właściwie regulować.
– Minimum jeden raz przejechać około 3/4 zamierzonego dystansu. Traktować dystans wyścigu jako wyzwanie, kolejny rekord życiowy do zdobycia.
– Wiedzieć jak zabezpieczyć skórę tyłka przed obtarciami i odparzeniami.
– Doskonale znać swój organizm w przedmiocie reakcji na zmienne warunki atmosferyczne.
– Umieć jeździć w grupie. Będziesz większość czasu, jak nie cały maraton, jechać w peletonie z innymi zawodnikami. Musisz znać kolarski język komunikacji podczas jazdy w grupie. Nie ma tutaj żadnej filozofii, to jest kilka gestów do nauczenia. Jazda na kole to świetna zabawa, jednak musisz być czujny i perfekcyjnie szybko odczytywać sygnały innych. Sam też musisz sprawnie komunikować grupie. Dzięki temu będziesz w stanie przejechać wiele kilometrów w świetnej atmosferze peletonu bez niebezpiecznych sytuacji. Pamiętaj aby nie siedzieć na kole za długo i samemu dawać zmiany dostatecznie często. Kiedy jedzie zgrany zespół jazda jest świetna!
– Zadbać o właściwą suplementację ustroju, w szczególności dobre zapasy magnezu (Mg) w organizmie. Musisz wiedzieć, że długotrwały wysiłek skutecznie pozbawia mięśnie tego pierwiastka. Kiedy nie będziesz mieć go dostatecznie dużo dostaniesz skurczy mięśniowych i jazda z przyjemnej stanie się katorgą. Pamiętaj, o właściwy poziom magnezu musisz zadbać na wiele tygodni przed wyścigiem. Spożywanie tego pierwiastka podczas jazdy mija się z celem i nic nie daje!

Ubiór. Warunki pogodowe: temperatura +5 stopni, pierwsze 4 godziny jazdy w deszczu, wiatr umiarkowany do silnego (zimny), zachmurzenie całkowite przez cały czas.
– Czapeczka z wind stopperem pod kask zakrywająca uszy, w plecaku bandana gdyby się zrobiło za gorąco.
– Koszulka kolarska z dokładanymi rękawkami, jesienna bluza kolarska z lekkim ociepleniem, kamizelka kolarska (Decathlon) ze strefami oddychania (klatka piersiowa nie przewiewna, plecy z siatką przewiewne)
– Spodenki kolarskie na szelkach z wkładką, na spodenki nałożone długie getry do biegania bez wkładki.
– Skarpety sportowe frottee, buty SPD do MTB (cieplejsze od SPD-SL), na buty ochraniacze neoprenowe (Decathlon)
– Rękawiczki FOX z długimi palcami, w plecaku rękawiczki bez palców gdyby zrobiło się za gorąco
– Okulary kolarskie z bezbarwnymi szkłami.
Trafny był wybór nie zakładania odzieży przeciwdeszczowej. Przy tak długim czasie jazdy w deszczu tego typu ubranie i tak przemoknie w jakimś stopniu. Ubrania przeciwdeszczowe słabo przepuszczają (albo wcale) wilgoć na zewnątrz i po prostu bym się w niej gotował. Kiedy deszcz przestał padać moje ubranie dość szybko wyschło pod wpływem owiewającego wiatru. Jednocześnie termika odzieży sportowej jest na tyle doskonała, że wiatr nie wyziębia zbyt mocno organizmu.

Plecak GRIVEL przeznaczony do biegów górskich (świetny, naprawdę warto zainwestować!). W plecaku:
– Dwie zapasowe dętki, pompka, szybkie łatki samoprzylepne, skuwacz do łańcucha, spinka do łańcucha, oświetlenie do roweru, łyżki do ściągania opon, komplet kluczy imbusowych, końcówka do kompresora nakręcana na zawór PRESTA.
– Kilkanaście batonów różnego rodzaju: musli, białkowe, energetyczne z kofeiną i guaraną. 3 żele dla sportowców (SIS): z elektrolitami, z kofeiną i wysokocukrowy. Dwa musy owocowe. Dwie torebeczki z napojem izotonicznym w proszku do szybkiego wsypania do bidonu z wodą.

Podczas jazdy:
– Regularne picie na przemian izotonika i zwykłej wody.
– Szybkie przekąski na punktach kontrolnych.
– Co godzinę podczas jazdy zjedzenie batonika albo żelu.
– Utrzymywanie kadencji na możliwie stałym poziomie – 90 rpm.
– Równomierne, nie agresywne atakowanie podjazdów.
– Częsta zmiana chwytu kierownicy.
– Możliwie krótkie postoje na punktach kontrolnych, chodzi o to by – potocznie mówiąc „nie stygnąć”.

W głowie: wizja przekraczania linii mety i dobry humor!

Polecam każdemu spróbowania własnych sił w takiej imprezie. Satysfakcja z osiągnięcia niesamowita. Będziesz chcieć więcej, gwarantuję!

PW_02

Bar „Pod Gontami”. Bieszczady. Bukowiec. Pyszne jedzenie!

pod_gontami
Byłem tam. Sierpień 2015. Dwa razy i na pewno wrócę jeszcze nie raz. Bukowiec, miejscowość za Polańczykiem. Czyli swojsko, trochę dziko i co najważniejsze – góry!

Paulina, córka moja zajadała się naleśnikami z jagodami. Powiedziała, że lepsze naleśniki niż tatusiowe. Cóż, przeboleję. Ja i tak wiem swoje. U Stępkowskich w domu najlepsze robię, z serem i powidłami.

pod_gontami_nalesniki

Małżonka przepyszną kwaśnicę wchłonęła prawie jednym tchem. Po kwaśnicy pierogi były ruskie, jej ulubione. Kiedy ruskie zasługują na pochwałę mojej żony muszą być naprawdę pierwyj sort. I takie pierogi w „Pod Gontami” serwują. Ja natomiast – a jakże! Ulubiony placek po zbójnicku. Aaaaj! ten był dobry. Ziemniaki świeżo tarte, a sam placek przysmażony na chrupko. I do tego ten świetnie przygotowany sos mięsny. Mięso mięciutkie, w ustach się rozpływało. I te surówki. Pyszne, świeże, chrupiące!

pod_gontami_placek

Pyszny obiadek rodzinny zjedliśmy, co ważniejsze w cenie… obiadu domowego. Na 3 osoby w okolicach 50 dyszek się zmieściliśmy. Zacnie.

Tak mi się spodobało, że…. za dwa dni tam wróciłem. Tyle, że rowerem. Otóż z moim dalszym szwagrem (tak Tomka nazywam – mąż mojej siostry ciotecznej) wybraliśmy się na objazd Małej Pętli Bieszczadzkiej. Z Ustrzyk Dolnych w kierunku Ustrzyk Górnych, potem Bukowiec, Polańczyk, Solina.


Jak Bukowiec po drodze to gdzieżby indziej wstąpić na piwo (niezbędny izotonik rowerzysty) oraz celem uzupełnienia pustki w żołądku powstałej w wyniku około 50 km górskiej jazdy rowerowej? Oczywiście – Bar „Pod Gontami”. Szwagier pierogi jadł, ja ponownie pyszny placek.

pod_gontami_ztomkiem

Polecam każdemu. Jedziesz w Bieszczady? Musisz odwiedzić Bukowiec i Bar „Pod Gontami”. Świetne miejsce, ze świetnym klimatem, przesympatyczną obsługą i normalnymi cenami! Lajkuj ich fanpejdża: Fanpage Bar „Pod Gontami”

rowering