„Rule number one: there are no rules !” – fragment tekstu jednej z nowojorskich kapel hardcore, którą ubóstwiam słuchać od lat. Biohazard się nazywają, a tekst pochodzi z tego utworu. Ostra muza wywalająca kawę na ławę o brooklyńskiej rzeczywistości – „Zasada numer jeden: nie ma żadnych zasad !”
(ten wpis jest w pewnym sensie w odniesieniu do pewnej internetowej dyskusji, w pewnym sensie tylko, ponieważ wydaje się dotyczyć całego sektora mlm w Polsce)
Powodów może być wiele. Jednak jeden główny, który łatwo zauważyć, powtarza się ciągle. Z MLM, niekumaci ludzie, zrobili całkiem niepotrzebnie, coś a’la religia. Wiem, wiem, kontrowersyjne stwierdzenie. Każdy w tym kraju zajmujący się marketingiem wielopoziomowym i mający co najmniej półroczny staż w tej branży, potwierdzi moje słowa.
Szalenie jestem wdzięczny Tomkowi Banachowi za ostatnią naszą rozmowę telefoniczną. Przez ostatnie 2 lata media społecznościowe nabrały znaczenia w budowaniu marki online. Mało tego – Mediafun Magazyn w numerze drugim pisze w jednym z artykułów o tak zwanej tożsamości online, a w prasie codziennej coraz częściej zobaczyć można tytuły w stylu „nie ma Cię w Internecie, nie ma Cię nigdzie”.